Santiago był ubogim, starym rybakiem, łowiącym w Golfstromie. Jest chudy, lekko zgarbiony i pomarszczony, a na jego policzkach widniały brunatne plamy po niezłośliwym raku skóry. Ręce miał poorane głębokimi szramami od wyciągania linką ciężkich ryb. Żył samotnie na granicy ubóstwa. Mieszkał w chacie zbudowanej z palmowych liści. Zadowalał się jednak tym co miał, nie narzekał na swój los, mimo że od 84 dni nie udało mu się złowić żadnej ryby. Rodzice chłopca, z którym wypływał na morze, Manolina, po 40 dniach nieurodzaju zabronili synowi pływać ze starcem i nakazali mu zmienić łódź. Chłopiec jednak bardzo lubił Santiago i z wzajemnością. Kiedy tylko chłopiec mógł, pomagał staremu rybakowi i troszczył się o niego. Siadywali razem wieczorami i rozmawiali.
Kolejnego dnia Santiago postanowił wypłynąć daleko w morze, z nadzieją, że tam złowi wielką rybę licząc, że 85 dzień okaże się szczęśliwy. Wypłynał dalej niż inni rybacy. Słyszał dźwięk wyskakujących z wody latających ryb. Dopłynął do ławic bonito, ryb z rodziny makrelowatych) i albacores (rodzaju tuńczyków). Zanim się rozwidliło, zarzucił przynęty. Wzeszło słońce, rybak spostrzegł nad sobą kołującego ptaka, zwanego fregatą. Powiosłował ku miejscu, gdzie krążył ptak. Przygotował dwie linki. W morskiej toni zauważył ławicę delfinów., drobne ryby oraz meduzy, zjadane przez żółwie morskie. Jedna z linek wygięła patyk. Santiago złożył wiosła na dnie łodzi. Na głębokości stu sążni marlin pożerał sardynki wbite na hak.
Upór rybaka został nagrodzony. Złapał wielką rybę, która niestety pociągnęła niewielką łódź w głąb morza. Starzec żałował, że nie ma przy nim chłopca. W nocy podpłynęły dwa delfiny. Marlin nieco wolniej holował łódź ku wschodowi, dalej od Hawany. Rankiem kąt nachylenia linki wskazywał, ż marlin płynie ma mniejszej głębokości. Na rufie łodzi przysiadł drozd, któremu starzec skarżył się na sztywną rękę. Nagłe pociągnięcie linki zraniło dłoń rybaka, a rękę sparaliżował kurcz. Samotny rybak trzymał na haku największą rybę, jaką kiedykolwiek oglądał. Zaczął się modlić o jej śmierć. Zbliżał się wieczór. Marlin skręcił na północny wschód.
Mężczyzna wspominał, jak w Casablance siłował się na rękę z wielkim Murzynem i zwyciężył. Przez długi czas nazywano go wówczas Czempionem. Przed zapadnięciem zmroku rybak złowił delfina, którego wypatroszył, by go kawałkami zjeść. Dokuczał mu ból pleców i rąk. Usnął.
Zbudziło go szarpnięcie linki. Słońce wschodziło po raz trzeci, odkąd stary wypłynął na morze. Marlin wyskoczył z wody. Mijały długie godziny, a rybak słabł. Ryba zataczała koła, raz wynurzyła się na powierzchnię, a stary zobaczył, jaka jest wielka. Postanowił uderzyć marlina harpunem i zabił go. Przytwierdził rybę do łodzi, postawił maszt i łódź ruszyła z miejsca, jednak zakrawawiona zdobycz przyciągnęła rekiny, z którymi starzec nieustannie musiał walczyć. Stracił przy tym m.in. linkę i harpun, następnie nóż. W końcu musiał tłuc je pałką, ale ze zdobyczy został tylko szkielet. Starzec kierował łodzią tak, by najszybciej dotrzeć do macierzystego portu, czuł się pokonany.
Zrezygnowany rybak w końcu dotarł do domu resztką sił. Wiedział, że przegrał. Czuwał nad nim chłopiec i planowali kolejne wyprawy. Inni rybacy podziwiali wielkość złowionego marlina. Santiago zaś spał śniąc o lwach.

Komentarze
Prześlij komentarz